Nie, nie chodzi mi o koszty związane z prowadzeniem śledztw itp. – są one pomijalne.

Chodzi mi o naprawdę dużą forsę liczoną w złotówkach, dolarach czy euro, które Polska (czyli my jako jej obywatele) płaci  teraz i może płacić w przyszłości.

 Zastanowić się najpierw wypada, jakie państwo jest w posiadaniu pełnej informacji o katastrofie Smoleńskiej?

 Pewne jest - wydaje mi się, wszyscy się tu zgodzą od  „naciskaczy” do  „zamachowców” -  że taką informację posiada Rosja. Czy korzysta z tego kapitału?

Obserwując politykę polskiego rządu oraz zachowanie  polskich elit po katastrofie - można stwierdzić, że pierwsze rachunki  już wystawiła. Można np. obliczyć o ile więcej od innych odbiorców Gazpromu płacimy  za gaz wynegocjowany przez Pawlaka, czy też zauważyć nagłą potulność min. Sikorskiego w stosunkach z Rosją -  np. sprawa nordstream i przyblokowania Świnoujścia.

Rosja jest w tej „dobrej” sytuacji, że „rentę smoleńską” może otrzymywać od Polski, dopóki rządzą nią ludzi zamieszani w Smoleńsk.

 

Mając także ogólny pogląd na współczesne systemy wywiadowcze można się domyślać, że taką informację może posiadać jeszcze kilka krajów w tym najprawdopodobniej USA.

Dziwi mnie naiwność niektórych blogerów, którzy uważają, że wystarczy zwrócić się do USA, żeby taką informację swoim „sojusznikom” przekazała. Przecież w dzisiejszym świecie informacja jest jednym z najdroższych towarów!  

Za darmo  Ameryka tego nie sprzeda (vide: Katyń). W zależności od swojej strategii może np. zaszantażować Tuska ujawnieniem kolejnych „przecieków” jeżeli ten nie spełni jakiś jej żądań – np. tych opiewających na około 64 mld $   lub dalszego udziału polskich wojsk w Afganistanie czy gdziekolwiek.

  

No cóż, jak jesteśmy frajerami i mamy dziadowskie państwo to musimy  płacić.